Bezpieczna przystań - Nicholas Sparks

8/30/2016



Dzisiaj opowiem o moim pierwszym spotkaniu z twórczością Nicholasa Sparksa. Pewnego dnia postanowiłam, że nadszedł czas sięgnąć po jego powieść. Udałam się do biblioteki i tak oto do mojej ręki trafiła Bezpieczna przystań. Miałam pewne oczekiwania co do tego autora, ale uwierzcie, nie nastawiałam się na to, że mnie oczaruje. Chciałam dać sobie i jemu szansę. Czy się polubiliśmy?

Czytając tę książkę, nie czułam się oczarowana. Historia bardzo mi się podobała, pomysł może jest nieco banalny i tendencyjny, ale dzięki zakończeniu powieści zyskał moje uznanie. Niemniej jednak sposób pisania nie przypadł mi do gustu. Na próżno szukałam cytatów, które mogłabym podkreślić, pochylić się nad nimi, przemyśleć. Czytałam, poznawałam historię, ale nie wyciągałam z niej nic dla siebie. Nie zachwycałam się nad tym, w jaki sposób autor przedstawia emocje, właśnie tego najbardziej mi tutaj zabrakło.

Jak wspomniałam - sama historia jest zdecydowanie dobra, wciągająca i trzyma w napięciu. Pierwsze kilkadziesiąt stron może nie niesie ze sobą mnóstwa akcji, ale uwierzcie, że później robi się gorąco. W powieści wiadomości dostarcza nam narrator trzecioosobowy, pojawiają się retrospekcje, które poszerzają naszą wiedzę na temat bohaterów. Są one niezwykle ważne, odgrywają kluczową rolę.


W powieści głównymi bohaterami są trzy osoby: Katie, Kevin i Alex. Każde z nich ma własną historię, swoje trudności, a życie splata ich losy. Można dokonać szybkiej i powierzchownej analizy i podzielić ich na złych i dobrych, ale uważam, że takie uproszczenie nie jest konieczne.

Kate - zamknięta w sobie, doświadczona i skrzywdzona. Kobieta, która potrafi pokonać wszystkie przeciwności. Szybko zyskała moja sympatię, ze strony na stronę rosło moje uznanie dla niej. Potrafiła zachować zimną krew, utrzymywać dobrą minę do złej gry, zaryzykować. Jedyne co mnie irytowało to fakt, że nie zawalczyła o siebie wcześniej.

Kevin - nieszczęśliwy mężczyzna. Jego zachowanie budziło we mnie gniew i odrazę, nie mogłam pojąć jak można być tak okrutnym. Później, poznając go bliżej, starałam się zrozumieć. Jego sposób myślenia, ciągła zmienność, uzależnienie i problemy w pracy sugerują czytelnikowi, że jest to człowiek, który potrzebuje pomocy.

Wreszcie Alex - człowiek z Soutport. Ojciec, który wie, jak zająć się dziećmi. Imponowało mi to, jak potrafił poradzić sobie, po tym, co go spotkało, jak umiał otoczyć opieką, zadbać.

W książce poruszony został niezwykle istoty problem, jakim jest przemoc. Jest on trudny do rozwiązania i złożony, dlatego umieszczenie go na kartach powieści podniosło jej wartość. Poznajemy szczegółowo, jak wyglądają losy tych, których dotknęła agresja. Pokazane są mechanizmy, typowe zachowania zarówno sprawcy, jak i ofiary. Kiedy czytamy o tym, co się zdarzyło zastanawiamy się nad tym, kim trzeba być, aby zrobić drugiemu człowiekowi taką krzywdzę? Jak nieludzką i bezduszną osobą staje się sprawca. Wątek ten skłania do refleksji. Czytając o tym, pojawiło się we mnie poczucie wdzięczności za to, że nie musiałam tego doświadczyć. Pomyślałam także o tym, jak jednym czynem można zmarnować czyjeś, a także własne życie i jak łatwo zatracić granice.

Bardzo podobało mi się zakończenie powieści. Nie spodziewałam się takiego rozwiązania wątku przyjaźni Kate i Jo i tutaj Sparks mnie zaskoczył. List, który autor umieścił na końcu, jest niezwykle wzruszający.

Bezpieczna przystań to powieść, która ma plusy i minusy. Nie oczarowała mnie całkowicie, ale znalazłam w niej też sporo dobrych stron. Jak wspomniałam - sposób, w jaki autor pisze, nie do końca mi odpowiada i nie zawsze do mnie trafia, aczkolwiek nie będzie to moje ostatnie z nim spotkanie. Damy sobie jeszcze szansę.

A czy Wy lubicie Sparksa? Jeśli tak, to za co? :)

Ewelina


Podobne posty:

0 komentarze

Subscribe