W imię miłości - Jodi Picoult

8/19/2016


Książki Jodi Picoult przychodzi mi oceniać wyjątkowo trudno, ponieważ jest to jedna z moich ulubionych autorek i mam wobec jej twórczości wysokie oczekiwania. Nie spotkałam się jeszcze z żadnym innym pisarzem, który poruszałby w swoich dziełach tak kontrowersyjne tematy, do tego przedstawione najczęściej z różnego punktu widzenia.

Już na początku książki W imię miłości zostajemy zapoznani z głównymi jej bohaterami - rodziną Frostów. Nina, ukochana matka i żona, która od kilku lat pracuje jako zastępca prokuratora okręgowego, Caleb, pracownik budowlany zajmujący się pracami kamieniarskimi i ich 5-letni synek Nathaniel. Łączy ich wielka miłość, są szczęśliwą rodziną. Oboje rodziców spełnia się również zawodowo, wydawać by się mogło, że jest to scenariusz nazbyt idealny. Można zadać sobie w tym momencie pytanie, czy istnieje coś, co mogłoby zaszkodzić takiemu sielankowemu życiu rodziny, gdzie każdy darzy się wzajemnie szacunkiem i miłością?

Nina w swojej pracy spotyka się na co dzień z najcięższymi przypadkami przemocy wobec dzieci. Zawsze sumiennie przygotowuje się do swojej roli, do tego lubi swoją pracę i potrafi zaciekle walczyć o prawa najmłodszych. Jednak co zrobić w sytuacji, gdy sprawy dotyczą przemocy seksualnej wobec dzieci, a jedynymi osobami, które mogą doprowadzić do skazania sprawcy, są właśnie ofiary przemocy? Nieczęsto udaje się wtedy wsadzić sprawcę za kratki, ponieważ pomimo dowodów potwierdzających zbrodnię, dziecko nie jest zdolne do stawienia się w sądzie w roli świadka. Nina ma świadomość ułomności tego procesu, dlatego robi co w swojej mocy, aby sprawcy zostali ukarani, musi jednak utrzymywać do spraw duży dystans, jest psychicznie odporna na takie okrucieństwo. Nierzadko do procesów w ogóle nie dochodzi, ponieważ dzieci nie dają sobie rady z takim obciążeniem psychicznym, jakim jest wizyta na sali rozpraw i konfrontacja oko w oko ze sprawcą przemocy, jak również nie potrafią zrozumieć całej sytuacji, w której się znalazły.

Przełomowy dzień w życiu rodziny Frostów nadchodzi wtedy, gdy Nathaniel przestaje mówić. Z dnia na dzień z pogodnego i gadatliwego chłopca staje się zamknięty w sobie i nie odzywa się do nikogo, nawet do swoich rodziców. Nie odpowiada na zadawane pytania, nie chce jeść. Niedługo po tym wychodzi na jaw fakt, który całkowicie wywraca życie Frostów do góry nogami - Nathaniel padł ofiarą przemocy seksualnej.

Ciężko jest sobie wyobrazić, jak duży szok, ile złości i nerwów musi kosztować rodzinę taka tragedia. Co ma zrobić Nina, dla której takie sprawy w sądzie to codzienność, i która wie, że system prawny nieraz w tych sprawach zawodzi, a jeśli nawet uda się coś osiągnąć, to sprawca i tak po kilku latach wyjdzie na wolność? Co ma zrobić, kiedy wie, że w świadomości jej syna zdarzenie to zostanie do końca życia i pozostawi trwały ślad w jego psychice? Wszystkie bariery ochronne i dystans Niny w jednym momencie zostają zburzone, perspektywa nagle zmienia się dla niej całkowicie, jest zaangażowana w sprawę całą sobą, tym razem z arsenałem swoich emocji i uczuć. Do jakich czynów potrafią ją one doprowadzić? Czy zawsze wszystko to, co rodzice robią dla dobra dziecka, jest rzeczywiście dla niego dobre?

Picoult jak zawsze poradziła sobie z książką mistrzowsko. Całą historię można obserwować z perspektywy różnych osób, jednak dominującą jej część widzimy tak, jak widzi ją Nina, czyli oczami matki kochającej nieskończoną miłością swoje dziecko. Próbujemy ją zrozumieć na każdym kroku i usprawiedliwiać jej decyzje. Co jakiś czas wkrada się relacja pierwszoosobowa Nathaniela, dzięki której czytelnik dostrzega, jak bardzo dziecko potrafi być zagubione w tak trudnej sytuacji i jak bardzo odmienne jest jego podejście od podejścia dorosłych.

Autorka między wierszami zwraca uwagę na fakt, że kiedy nie możemy z jakiegoś powodu liczyć na swoją rodzinę, na którą mogliśmy liczyć do tej pory zawsze, to możemy odnaleźć pomocną dłoń wśród przyjaciół, oraz że kiedy jest jakakolwiek nadzieja, to musimy walczyć o swoje szczęście i sprawiedliwość.

Proces sądowy poznajemy od kuchni, autorka prowadzi za rękę czytelnika i nie daje mu się zagubić w zawiłościach prawnych, za co stawiam jej ogromnego plusa. Wszystkie terminy i zwyczaje sądowe są wyjaśnione bardzo dokładnie.

Według mnie ta książka jest kolejną, która ukazuje przede wszystkim studium zrozumienia drugiego człowieka. Mocno opiera się ona na ludzkich relacjach w skrajnych przypadkach. Pokazuje, że mimo ogromnych przeciwieństw losu, najpiękniejsze relacje mogą przetrwać bardzo wiele, jeżeli odpowiednio się nad nimi pracuje, oraz że trzeba doceniać to, co mamy teraz, bo w każdej chwili możemy wszystko stracić, a wtedy największym marzeniem będzie cofnięcie czasu do takich chwil, których wcześniej nie docenialiśmy.

Mimo, iż wydawało mi się początkowo, że znam Jodi już na tyle, że niczym mnie nie zaskoczy, to muszę przyznać, że do ostatniej strony byłam w dużym błędzie.

"W gruncie rzeczy nigdy nie umiemy wyjaśnić, dokładnie i w szczegółach, czemu postępujemy tak, a nie inaczej. Najmniej znamy bowiem samych siebie."

Ilona

Podobne posty:

3 komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups, coś się zepsuło. W każdym razie nominowałam Was u siebie do Liebster Blog Award, zapraszam :)
      www.bookprisoner.blogspot.com

      Usuń
  2. Fajnie, że jednak książka Cię zaskoczyła. Bardzo cenię sobie prozę tej autorki.

    OdpowiedzUsuń

Subscribe