I wciąż ją kocham - Nicholas Sparks

9/16/2016



Siadam do pisania tej recenzji po dość długim czasie od przeczytania I wciąż ją kocham i ganię się w myślach, za to zachowanie. Dochodzę do wniosku, że najlepiej dzielić się refleksjami na temat książki świeżo po jej przeczytaniu.

Było to moje kolejne spotkanie z twórczością Sparksa i nie wypadło lepiej od poprzedniego. Rzekłabym nawet, że książka mnie umęczyła i porównując ją z poprzednią pozycją, ta na jej tle wychodzi słabo.

Historia jest rzecz jasna miłosna... i przewidywalna. Poznajemy Johna, który jest jednocześnie narratorem powieści i prowadzi nas stale przez jej karty. Jest to młody chłopak, niegdyś butny, wychowany przez ojca. Ma ciężką i wymagającą pracę. Kiedy wraca do rodzinnego domu na urlop, przypadkowo nawiązuje znajomość z Savannah, młodą dziewczyną, która przyjeżdża do jego miejscowości, by pomagać innym. W książce mamy przedstawiony rozwój tej znajomości i to ona jest głównym punktem powieści.

Młodzi spędzają wspólnie dużo czasu. Poznają się i coraz bardziej do siebie przywiązują. Nadchodzi jednak czas powrotu i wszystko zaczyna się komplikować. Początkowo związek na odległość nie jest problemem nie do pokonania. Są listy, gorączkowe oczekiwania na spotkanie, jednak z czasem więź zaczyna niknąć. Co się stanie? Czy dwoje młodych ludzi będzie umiało zadbać o uczucie i nie pozwolić mu umrzeć?

Chyba jedynym wątkiem, który podobał mi się w powieści, jest ten z ojcem Johna w roli głównej. Rozmowa z Savannah staje się impulsem dla głównego bohatera. Dzięki niej zaczyna rozumieć i odbudowywać rodzinne relacje. Sama diagnoza dziewczyny wzbudziła we mnie mieszane uczucia, pomysł na takie wyjaśnienie zachowania taty Johna również, ale najważniejsza w tym wszystkim była zmiana, jaka dokonała się w głównym bohaterze. Rodząca się troska o ojca, opieka i próba odbudowania relacji naprawdę chwyciła mnie za serce.

Zakończenie powieści ze strony na stronę staje się bardziej oczywiste. Pojawia się tutaj pewna sprzeczność, ponieważ z jednej strony przynosi radość i ukojenie, z drugiej zaś jest źródłem bólu.

Styl Sparksa kompletnie do mnie nie trafia. Nie budzi we mnie emocji, zdania które nam serwuje pozbawione są energii, którą sobie cenię. Czytałam tę książkę i nic się we mnie nie działo. Zdarza się tak, że mimo, iż historia jest banalna, autor potrafi podać ją w taki sposób, że porusza czytelnika. Sparksowi zdecydowanie to nie wyszło.

Ewelina



Podobne posty:

6 komentarze

  1. Oglądałam ten film i podobał mi się- jak wszystkie na podstawie powieści Sparksa. Pewnie kiedyś sięgnę po tę powieść, ciekawi mnie, czy jest lepsza od filmu :)

    http://everybookiveread.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, ja wciąż nie oglądałam ani ekranizacji tej powieści ani "Bezpiecznej przystani" a jestem szczerze ciekawa :)
      Pozdrawiam, E.

      Usuń
  2. Książki nie czytałam, ale za to oglądałam film i bardzo mi się podobał. :) Nawet poleciało kilka łez przy oglądaniu. Ale po książkę raczej nie będę sięgać.
    Pozdrawiam! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wciąż przed filmem, jakoś ostatnio nie oglądam żadnych, ale nadchodzą długie, jesienne wieczory więc będzie czas nadrabiać :)
      Buziaki od nas :* E.

      Usuń
  3. Znam tę historię tylko z filmu, jednak po książkę pewnie też kiedyś sięgnę. Książki Sparksa też jakoś specjalnie mnie nie poruszają, ale wydaje mi się, że one właśnie takie mają być - przewidywalne. Czytając wiem już co się wydarzy i jest to tylko forma relaksu i odejścia od czegoś bardziej poważnego i ambitnego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książki nie czytałam ale film oglądałam i serdecznie polecam :)

    OdpowiedzUsuń

Subscribe