Dziesięć płytkich oddechów - K.A. Tucker

10/08/2016



Bardzo przyjemnie czytało mi się tę książkę. Nie miałam chwil, w których to byłabym nią zmęczona. Może nie jest to najbardziej wymagająca lektura, możliwe, że nie wpłynęła na mnie w jakiś niesamowity sposób, ale mimo to uważam, że przeczytanie tej książki było dobrym posunięciem.

Zacznę od tego, że Dziesięć płytkich oddechów to powieść typu new adult. Muszę przyznać, że spotkałam się już wielokrotnie z tym terminem, ale jakoś nie zagłębiałam się w niego i nie do końca wiedziałam, o co w nim chodzi. Przy okazji tej lektury nadrobiłam zaległości i poszperałam nieco w sieci. Zgodnie z tym, co wyczytałam, książki typu new adult kierowane są do "młodych dorosłych". Zazwyczaj poruszają kwestie wchodzenia w dorosłość, radzenia sobie z nową rzeczywistością, szeroko pojętego odnajdywania siebie.

W powieści K.A. Tucker główną bohaterką i jednocześnie narratorką jest Kacey. Młoda, zagubiona dziewczyna walcząca z demonami przeszłości. Jest to postać wrażliwa, pełna skrywanego lęku i bólu. Choć pozornie wydaje się silna, w środku jest krucha i łatwo ją zranić. Kiedy była nastolatką spotkało ją coś, co odbiło się na jej dalszym życiu. Wciąż żywa trauma nie pozwala zacząć od nowa. Czy nowe otoczenie i ludzie zdołają sprawić, że Kacey otworzy się, a uśmiech zagości na jej twarzy?

Wśród wykreowanych bohaterów znajdziemy również Livie - siostrę Kacey. Jest to nastolatka, bardzo dojrzała jak na swój wiek. Pełna dobroci i opanowania. Troszczy się o starszą siostrę i stara się jej pomóc. To postać, która budzi ciepłe uczucia, roztacza wokół się dobrą aurę.

W książce pojawia się też Storm - młoda, samotna matka, wykonująca całkiem ciekawy zawód. To postać, którą polubiłam. Kojarzy mi się z pełną promiennego uśmiechu kobietą, idealną kandydatką na przyjaciółkę.

Wreszcie tajemniczy chłopak z mieszkania 1D. Z opisu i wrażeń, jakie dostarcza Kacey, obraz Trenta wydaje się być idealny. Jest to facet, który zdecydowanie przyciąga uwagę. Nie wiem, czy tylko ja miałam takie odczucia, ale według mnie był niezwykle sexy. I w takich kategoriach o nim myślałam przez dłuższy czas. Później jednak moje wyobrażenie zupełnie się zmieniło. Zaczęłam dostrzegać w nim coś innego, aniżeli przystojnego gościa. Zaczęłam się zastanawiać nad jego uczuciami, nad przeszłością, tym, z czym musiał się zmierzyć i przez co przejść.

Pojawiający się w powieści wątek Kacey i Trenta przypadł mi do gustu, choć przyznam się, że w pewnym momencie domyśliłam się prawdy. Kiedy w końcu karty powieści odkryły ją w całej okazałości, nie byłam zaskoczona.

Dziesięć płytkich oddechów to książka, którą mogłabym polecić. Nie jest to jakaś wyszukana literatura, ale mimo wszystko warto się nad nią pochylić. Choć niektórzy zarzucają, że powieści new adult są takie same, tę warto przeczytać. Poza tym, że jest napisana w sposób przystępny i niewymagający niesamowitej zadumy, to tematyka w niej poruszona pozostaje na bardzo dobrym poziomie. Nie jest to książka płytka i o niczym. To powieść, która traktuje o potędze przeszłości i o tym, jak owa przeszłość może determinować nasze życie. Mowa w niej o bólu, z którym nie jeden z nas musi się zmierzyć, o stracie i jej konsekwencjach.

Co podobało mi się najbardziej w tej książce i za co daję jej ogromnego plusa? Za to, że temat "bycia ofiarą" został przedstawiony w sposób pełny. Co mam na myśli? Chodzi o to, że poszkodowanym nie jest tylko ten, któremu zło zostało wyrządzone, ale także osoba, która tego dokonała. Nie chcę nikogo usprawiedliwiać i szerzyć poglądu krzywdzącego dla ofiar, ale warto się zastanowić nad tym, jak często jedna chwila, nieuwaga czy niedbałość doprowadza do sytuacji, z której nie ma odwrotu. Trauma, która wtedy się pojawia, jest udziałem obu stron.

Ewelina

Podobne posty:

5 komentarze

  1. Uwielbiam cały ten cykl. Ciężko napisać coś nowego i nieschematycznego jeśli chodzi o New Adult, ale K.Tucker pisze naprawdę przyjemnie i lekko. Jej pomysły na powieści, które nie są innowacyjne może nie wnoszą za dużo, ale jest to pewien powiew świeżości, a ten gatunek naprawdę lubię.
    Pozdrawiam, Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że książka napisana jest przyjemnie i lekko. I mimo iż nie jest najbardziej ambitna, to nie jest to jakaś wada. Potrzebujemy i takich książek :) E.

      Usuń
  2. Wciąż zastanawiam się nad sięgnięciem, po którąś z książek tej serii, jednak cały czas mam obawy ;) Muszę przyznać, że po Twojej recenzji Ewelinko jestem już bardziej na tak i chyba będę skłonna zaryzykować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaryzykuj, myślę że się nie zawiedziesz. Oczywiście nie jest to książka, w której jak osobiście mogłabym się zakochać, ale ma sporo plusów :)
      Całuję, E.

      Usuń
  3. Muszę w końcu się za nią zabrać! ❤ Ale nauczyłam się, że muszę sobie dawkować dobre książki i przez to odkładam tę serię:)

    OdpowiedzUsuń

Subscribe