Miej trochę wiary - Mitch Albom

10/31/2016




Zachęcona lekturą Zaklinacza czasu, będąc w bibliotece, nie wahałam się sięgnąć po kolejną książkę tego autora.

Miej trochę wiary to prawdziwa historia, w której to bohaterem jest sam Mitch Albom. Autor kreśli opowieść o swoim życiu, pokazuje nam osoby, które się w nim pojawiły i miały na nie znaczący wpływ. Historia Alboma rozpoczyna się w momencie, kiedy znany od lat rabin prosi go, wybierając spośród wielu, o to, by wygłosił mowę pogrzebową, kiedy ten umrze. Staje się to bodźcem, pod wpływem którego życie Mitcha ulega zmianie.

Mówiąc o głównym bohaterze powieści nie sposób wskazać jednego. Według mnie jest ich trochę więcej, dokładnie trzech. Pierwszym jest wspomniany wyżej autor, wokół którego koncentruje się reszta. Kolejnym rabin, któremu mowę pogrzebową przygotowuje Mitch. Ostatnim jest duchowny po przejściach, z ogromnym bagażem doświadczeń i sercem otwartym na potrzeby bliźnich.

Motywem przewodnim książki jest wiara. Od razu zaznaczam, że temat ten nie jest zaprezentowany w sposób nachalny i nie zmusza na każdym kroku do tego, żeby się nawrócić, czy też mocniej się starać. Oczywiście temat Boga pojawia się często, ale nie jest męczący. Ważnym elementem jest aspekt wiary utraconej, zapomnianej. Wykreowany obraz człowieka, który powraca do swoich korzeni po wielu latach może stać się źródłem wielu przemyśleń i sprowokować do zastanowienia się nad własnym życiem i tym, jak mocno oddaliśmy się od tradycji i tego, czym kierowaliśmy się będąc młodszymi.

Ważną kwestią w Miej trochę wiary jest idea pomocy. Pojawia się ona bardzo często, przedstawione zostają nam osoby, którym nie obce jest niesienie wsparcia drugiemu człowiekowi, To pokrzepiające i dające nadzieję na to, że wśród nas są jeszcze ludzie, którzy mają ochotę podać bezinteresownie pomocną dłoń.

Mimo to, mnie osobiście ta książka nie przekonała i nie zmusiła do refleksji, choć sądzę, że znajdą się tacy, dla których opowieść ta stanie się punktem zwrotnym. W Miej trochę wiary zabrakło mi czaru, z którym spotkałam się w momencie lektury Zaklinacza czasu. Miałam wrażenie, że czytam książkę zupełnie innego autora. Opowieści Albom'a towarzyszyła pewna, określiłabym to, jednostajność. Czytałam to jednym rytmem, bez zaciekawienia, z myślą, że nie znajdę tam niczego, co mnie zadowoli.

Przygotowując się do pisania tejże recenzji, poczytałam trochę w sieci na temat rozważań innych czytelników odnośnie tej książki. Nasunęła mi się taka myśl, jak bardzo różnorodni jesteśmy i jak te same rzeczy mają na nas zupełnie różny wpływ. Ja sama nie znalazłam w tej książce niczego, co byłoby godne szczególnej uwagi i z pewnością nie będę zastanawiać się nad losem bohaterów po jej odłożeniu, natomiast wiele osób postąpi zupełni inaczej. To się nazywa magia książek!

Powiem szczerze, podsumowując moje przemyślenia, nie poleciłabym nikomu tej książki. Nie ma w niej niczego przykuwającego uwagę, styl pisania też nie jest tym, czego oczekiwałam. Mimo to nie chcę stawać się wyrocznią w tym przypadku i jeśli ktoś się zastanawia i ma ochotę sięgnąć po tę książkę, to śmiało. Pędźcie do biblioteki i wypożyczcie ją, aby przekonać się na własnej skórze, czy jest tak nieatrakcyjna, jak mnie się wydaje, czy może jest zupełnie odwrotnie.

Ewelina

Podobne posty:

2 komentarze

  1. Tej książki Mitcha Alboma nie znam, ale czytałam 5 osób, które spotykamy w niebie :) była bardzo ciekawa :) jeśli lubisz klimat jak z Nostalgii anioła ta książka też Ci się spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś sięgnę, chociaż szczerze mówiąc po lekturze "Miej trochę wiary" mam póki co dość :) E.

      Usuń

Subscribe